poniedziałek, 22 czerwca 2015

Prokrastynacja - Krok 2 - Ocena skali problemu



Nie ma to jak przekonać się o własnym problemie, jak można go zobaczyć czarno na białym. Mówię o sobie i o ciągłym odkładaniu rzeczy na (nigdy-nie-następujące) potem. Moje lenistwo i trudności w dążeniu do celu widać od pierwszych chwil istnienia tego bloga. Nie chcę nawet myśleć, ile czasu minęło od pierwszego posta, ale ta prosta matematyka sama pcha się do głowy.

Można sobie tłumaczyć niepowodzenia na wiele różnych sposobów. Nawał pracy, ciągłe zmęczenie, nadmiar obowiązków i zbyt krótka doba to tylko niektóre z nich. "Takie mamy szybkie czasy" powie ktoś inny. Ale czy czasy w niektórych aspektach nie są takie same jak dawniej? Od zawsze ludzie musieli spełniać różne wyzwania, podejmować się działań zmierzających do jakiegoś celu i też, prawdopodobnie, szło im to raz lepiej a raz gorzej. Dobrze jest sobie uświadomić pewne rzeczy, żeby uspokoić sumienie i rozgrzeszyć się przed samym sobą.

Nie zamierzam się dalej obwiniać tym, że nie zrobiłam w przeszłości tego co zamierzałam. Że nie spełniłam niektórych swoich oczekiwań, a zwłaszcza oczekiwań innych wobec mnie. Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że moje życie jest tylko MOJE i to TYLKO ja mam prawo decydować o tym, co chcę w tym życiu robić. Nie chcę tu wyjść na egoistkę, która nie zwraca uwagi na innych ludzi. Nie o ten aspekt własnego życia mi chodzi. Mam na myśli raczej to, że do tej pory zbyt mocno brałam sobie do serca oczekiwania innych ludzi wobec siebie. Za bardzo przejmowałam się opinią innych ludzi, której i tak w większości przypadków nie usłyszałam. Często były to tylko przypuszczenia, że muszę zrobić coś tak, a nie inaczej, żeby wszyscy wiedzieli, iż jestem przykładną studentką, pracownicą, żoną itd. Tak właściwie na co to komu? Doszłam do takiego momentu, w którym wiem co jest dla mnie najważniejsze, a co jest tylko obok mnie, co nie ma dla mnie większego znaczenia i prędzej czy później przeminie.

Podsumowując ten krótki wpis, zwrócę jeszcze uwagę, że mogę nie okazać się przykładną blogerką. Mogę publikować posty na blogu raz w tygodniu, miesiącu, raz na dwa miesiące, a jak mnie najdzie ochota to i codziennie (czy są ograniczenia co do ilości postów na dzień? ;) ). Nie chcę się już ograniczać w tej jakże prywatnej i intymnej sferze. Chcę się tutaj udzielać w swoim własnym rytmie.

Jestem w końcu imperfekcjonistką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz