Biorąc pod uwagę fakt, że symbolem mojej prokrastynacji stało się przekładanie daty założenia bloga przez ponad dwa lata, czuję się jakbym odniosła wielki sukces. Ups... Niestety. Nie czuję się tak. Jak na razie to mam jedynie satysfakcję z tego, że zaczęłam i ogromne nadzieje na przyszłość.
Wydaje mi się, że jestem stworzeniem, które jest stworzone do pisania. Przedmioty humanistyczne nie sprawiały mi większych problemów, może z wyjątkiem historii, której nie chciało mi się uczyć. W zasadzie to nauki ścisłe też zwykle szły mi dobrze, ha! ;) Niemniej jednak, swą ścieżkę zawodową obrałam w dziedzinie humanistyki. Teraz wszyscy pomyślą, że skończyłam polonistykę... Otóż, nie! Ale o tym kiedyś, kiedyś...
Gdy byłam nastolatką to moim wielkim marzeniem stało się napisanie książki. Zrodziło się to po przeczytaniu dziesiątek książek, które zawsze lubiłam. Moje dzieciństwo pamiętam jako głównie siedzenie z książką w swoim pokoju i czytanie, zwłaszcza w długie zimowe wieczory albo w deszczową pogodę, którą uwielbiałam. Do dzisiaj została mi ta sympatia do deszczu, choć czasu na czytanie mam mniej niż bym chciała. Impuls do napisania książki pojawił się u mnie chyba po tym, jak przeczytałam pierwszą książkę o Harrym Potterze. Byłam wtedy tak zafascynowana tą historią, a właściwie autorką, która była w stanie stworzyć tak zawiłą fabułę, że chciałam być jak ona. Chciałam, żeby moje nazwisko widniało na okładce słynnych, poczytnych książek. Pamiętam, że miałam nawet pomysł na historię, którą stworzę. Szczegóły już niestety wyleciały mi z głowy, ale przypuszczam, że gdybym napisała tę książkę w ówczesnym wyobrażeniu to sama J. K. Rowling mogłaby posądzić mnie o plagiat ;)
Dlaczego zrezygnowałam z tego marzenia? Hmm, w zasadzie to chyba nigdy z niego nie zrezygnowałam. Po prostu brakowało mi kogoś, komu mogłabym pokazać swój talent i kto mógłby mnie poprowadzić przez wszystkie techniczne aspekty. Były to jeszcze czasy bez ogólnodostępnego Internetu, chociaż nie było to wcale tak dawno temu. Jako nastolatka byłam bezsilna w tej materii i nie miałam pojęcia co powinnam zrobić. Muszę przyznać, że częściowo wstydziłam się takiego pomysłu - było to moje bardzo intymne marzenie. Nikomu o tym nie powiedziałam.
Teraz, gdy minęło ponad 10 lat od tamtego momentu, widzę jak wszystko szybko się zmienia. Zmieniamy się my - ludzie, zmienia się nasz wygląd, charakter, niekiedy preferencje i styl bycia. Można to wszystko podciągnąć pod termin "przemijanie", który ma jednak raczej smutny wydźwięk. Przychodzą takie chwile w życiu człowieka, kiedy zdajemy sobie bardziej niż kiedykolwiek sprawę, że wszystko płynie...
Cieszę się, że mogę tutaj wyrazić te swoje splątane myśli i w pewien sposób dać sobie odpocząć :) może znajdzie się też ktoś, kto podziela moje rozważania i obawy i będzie mógł się uspokoić po przeczytaniu moich postów.
Jesteś tam?
Widzę, że sprawy nabrały już tempa. Czas wrzucić blog do czytnika RSS :)
OdpowiedzUsuń